sobota, 24 października 2015

Rozdział 10

Moje uszy wyłapały głośny, donośny dźwięk stukania. Otworzyłem oczy i jak najszybciej przyzwyczaiłem je do jasności, aby móc znaleźć źródło tego co mnie obudziło. Zobaczyłem pochylającą się nade mną Shak, która szeroko się uśmiechała. Ja natomiast pewnie wyglądałem jak trup. Tak jak się spodziewałem głowa niesamowicie mi pulsowała, a w ustach i przełyku miałem Saharę. Wytłumaczenie jest tylko jedno- kac. Musieliśmy wczoraj z chłopakami naprawdę nieźle zabalować. Dobrze, że nie mamy dzisiaj treningu, bo trener by nas zabił gdyby nas zobaczył w takim stanie. Pewnie nie uwierzycie, ale spałem na podłodze razem z Messim i Bojanem. Najgorzej jednak miał Puyol, który zasnął na schodach z głową w jakimś wiaderku. Wstałem i podszedłem do mojej ukochanej, która cały czas się ze mnie chichrała. Nachyliłem się, aby ją pocałować
-Nie, najpierw umyj zęby-znów się zaśmiała.
Odświeżyłem się w jakieś 10 minut i później razem z Shaki zaczęliśmy ogarniać dom, po którym było widać co się działo zeszłej nocy. Nie minęło sporo czasu i przyłączyła się reszta. Koło 14 w końcu skończyliśmy i żegnając się ze wszystkimi, ruszyliśmy do domu. Po drodze zatrzymałem się w sklepie, aby kupić coś szybkiego na obiad, ale moją uwagę przykuła gazeta na której na okładce widniało zdjęcie moje i Kolumbijki, jak szliśmy i trzymaliśmy się za ręce. Kupiłem też tą gazetę i wchodząc do samochodu od razu ją podałem Shaki. Ruszyłem, a ona zaczęła czytać artykuł o nas.
(Gorący romans rozkwitł w Hiszpanii. Teraz już wiemy dlaczego znana Kolumbijska piosenkarka Shakira, przeprowadziła się na stałe do Barcelony. Już nieraz była widziana w towarzystwie piłkarza Fc Barcelony Gerarda Pique. Piosenkarka poznała go podczas nagrań do teledysku jej piosenki "waka waka". Jak myślicie kiedy ujawnią swoją miłość światu? Jak wiadomo Shakira była związana z Antonim, ale na palcu brakuje pierścionka zaręczynowego. Rozstała się z Antonim dla Pique czy ma romans? Jedno jest pewne. Ta dwójka pomimo różnicy wieku, wygląda razem fantastycznie).
Pokiwałem podirytowany głową. Jak mogą pisać o czyimś życiu? Nie widzą tego, że my też jesteśmy takimi samymi normalnymi ludźmi jak oni? Czasem brakuje mi słów, żeby opisać to co ci ludzie wypisują w gazetach. Przez resztę drogi ani ja ani Shak się nie odezwaliśmy. Weszliśmy do domu, a ja od razu pomaszerowałem zmęczony na kanapę.
-Jesteś zły za ten artykuł?
Shakira do mnie podeszła i usiadła mi na kolanach. Ja natomiast na nią spojrzałem i mocno ją objąłem równocześnie całując jej czoło.
-Kochanie, dlaczego miałbym być zły? O nas prędzej czy później by się dowiedzieli. Kiedyś i tak w końcu byśmy się ujawnili, więc nie ma z tym artykułem najmniejszego problemu. Chyba mnie po prostu jeszcze po wczorajszym imprezowaniu trzyma.
Shaki się zaśmiała i wtuliła się w moją klatkę piersiową. Cieszyłem się jak dziecko, że mam ją tu przy sobie, tak blisko. Cieszyłem się, że w końcu odnalazłem u boku jakiejś kobiety szczęście i radość z życia. Teraz kiedy jestem z nią mogę czuć spełnienie swoich najskrytszych marzeń. Czuję się odpowiedzialny za tą niską, kochaną, piękną, wspaniałą istotką, która stała się dla mnie wszystkim. Tą wyjątkową chwilę relaksu zakłócił nam dzwonek do drzwi. Kolumbijka niechętnie ze mnie zeszła i powiedziała, że pójdzie otworzyć. Ja powędrowałem do kuchni i napiłem się wody. Zaczęło mnie martwić, że moja ukochana długo nie wracała. Przecież poszła tylko otworzyć drzwi. Ruszyłem w stronę korytarza i tego co tam zobaczyłem się na pewno nie spodziewałem. Shaki stała nieruchomo i sama była tak samo zaskoczona jak ja. Wizyta tego człowieka, który stał w progu dla nas była jak najgorszy koszmar. Nie wiem nawet jakim prawem ten człowiek odważył się tu przyjść i normalnie się uśmiechając zapukać w te drzwi. Jedno jest pewne. Wiem, że ta 'niespodzianka' jaką nam sprawił drogo go będzie kosztować, ponieważ moje ciało ogarnęła złość. Ogromna wściekłość od czubka głowy aż po czubki palców u stóp. Zacisnąłem pięści i z pokerową twarzą, powoli zmierzałem w kierunku naszego źle zapowiadającego się gościa.
 


  • Pojawił się już 10 rozdział. Ile ich jeszcze będzie? Nie mam pojęcia. Z tego miejsca pragnę wam wszystkim podziękować za to, że jesteście ze mną. Dziękuje tym, którzy komentują, ale też i tym którzy wolą pozostać w cieniu. Dziękuje za nabicie ogromnej liczby wyświetleń. Jesteście wspaniali, dzięki wam warto pisać. Dlaczego dziś coś w rodzaju podziękowań? Pewnie wiecie, że piszę trzy opowiadania i mam masę obowiązków. Czasami w weekendy najzwyczajniej w świecie nie mam czasu ani chęci ani weny, żeby napisać jakikolwiek rozdział, a jednak jesteście tu ze mną. Nie mam pojęcia jak długo uda mi się jeszcze pociągnąć to opowiadanie. Mam na nie tyle pomysłów, ale skąd znaleźć czas na napisanie ich tutaj. Mam trzy blogi z opowiadaniami, a na komputerze pojawiają się jeszcze kolejne trzy. Jest ich ogromnie dużo, mam masę pomysłów i inspiracji. Dlatego u mnie na asku za niedługo powinna się pojawić ważna wiadomość. Prawdopodobnie po zakończeniu jednego z tych opowiadań, które piszę teraz, wystartuję z kolejnym. Na dzisiaj to tyle. Dziękuje wam kochani, pozdrawiam i do następnego ♥
  • Frikiki, kocham was :*








wtorek, 13 października 2015

Rozdział 9

-Shaki, ile jeszcze?
Stałem przed drzwiami wyjściowymi i czekałem, aż moja ukochana w końcu zejdzie na dół. Idziemy na imprezę do Messiego, ale w takim tempie to nigdy tam się nie pojawimy.
-Już idę, niecierpliwcu.
Spojrzałem w jej kierunku i oniemiałem. Była taka piękna, aż odebrało mi mowę. Miała na sobie krótką czarną sukienkę na ramiączkach, lekko rozkloszowaną u dołu. Jako dodatek miała czarny pasek w talii i małą czarną torebkę. Na nogi założyła czarne botki na szpilkach. Włosy miała rozpuszczone i wyprostowane, a na twarzy jedynie cieniutkie ślady lekkiego, delikatnego makijażu. Wyglądała jak anioł. Podszedłem do niej i ucałowałem jej policzek, na co ona zachichotała.
-Widzę, że ci się podoba.
-Jesteś piękna.
Złapała mnie za rękę i wyszliśmy z domu. Zamknęła drzwi i schowała klucze po czym udaliśmy się w kierunku mojego samochodu. Droga zajęła nam niecałe 15 minut, bo Messi nie mieszka od nas daleko. Podeszliśmy do miejsca imprezy i nie musieliśmy długo czekać, aż nam ktoś otworzy. W tym przypadku był to Alves, który nas wpuścił i poszedł razem z nami do salonu. Zdążyliśmy zauważyć, że impreza już dawno rozkręciła się na maksa. Nie mogłem powstrzymać śmiechu, kiedy zobaczyłem tańczącego Bojana i Leo. Wyglądali przekomicznie. Po prostu nic innego jak tylko to uwiecznić, co uczyniłem. Ja i Shaki od razu daliśmy się ponieść w wir szaleństwa. Popijając drinka z Puyolem cały czas wpatrywałem się w tańczącą Kolumbijkę. Świetnie dogadywała się z innymi dziewczynami, a po za tym jej przyjaciółka Jasmin też tu jest. Właśnie miałem zamiar wkroczyć na parkiet, kiedy Leo podszedł do mikrofonu i ogłosił konkursy. Pierwszy konkurs jest w miarę najłatwiejszy. Ktoś rzuca komuś wyzwanie i trzeba je wykonać, jeśli nie to dostaje się karę. Jakby tego mało to oczywiście Bojan wyzwał mnie.
-Więc panie Pique. Twoje zadanie jest takie:tu masz trzy szklanki z alkoholem wymieszanym i musisz je wypić po czym pobiec do ogródka i strzelić bramkę, a bronić będzie hmm... pomyślmy Alves.
Pokiwałem głową i się roześmiałem. Ten cwaniak chce załatwić dwóch za jednym zamachem. Przybiłem mu piątkę i razem z Danim przyjęliśmy wyzwanie. Brazylijczyk poszedł się ustawić, a ja zacząłem wyzwanie. Szybko opróżniłem wszystkie szklanki przeznaczone do wypełnienia zadania i zacząłem biec w kierunku ogrodu. Strasznie kręciło mi się w głowie, ale chciałem podołać. Podbiegłem do piłki i z całej siły ją kopnąłem. Piłka wpadła idealnie do bramki, a ja upadłem. Pewnie po części ze sczęścia, a po części z kręcącego się świata. Wstałem po dobrych 10 minutach i zobaczyłem jak Shaki się ze mnie śmieje. Następnie ja mogłem zadać komuś wyzwanie.
-Iniesta!-wskazałem na niego palcem-masz z rozbiegu wskoczyć do basenu przy tym śpiewając "Viva la vida". Następnie jak wyjdziesz musisz wziąć na ręce Xaviego i jego również wrzucić do basenu.
Jakże nie mogło być inaczej to dane nam było oglądać mokrego Adresa, który śpiewał, a później razem z Xavim brali "kąpiel". Śmiechu tego wieczora było co nie miara. Wszyscy mogli zostać i nocować u gospodarza, jednak najgorszy problem dopiero przed nami. Na razie o tym nie myślimy, bo za dobrze się bawimy, ale już jutro dopadnie nas kac morderca. Na zakończenie całej imprezy oczywiście tańczyliśmy. Dane mi było nawet odtańczyć jeden wolny z Shaki. Tańczyliśmy wtuleni w siebie i pogrążeni w naszym błogim, spokojnym świecie, który przeznaczony jest tylko i wyłącznie dla nas.




  • Tak tak, dawno mnie tu znów nie było. Jednak mam dobrą wiadomość, pragnę wam to wynagrodzić. Dlatego wstawiłam rozdział dzisiaj i na następny zapraszam w piątek. 
  • Jak pewnie zauważyliście w opowiadaniu pojawili się byli piłkarze FCB Bojan, Puyol i Xavi. To wam raczej nie przeszkadza prawda?
  • Rozdział dedykuję dwóm wspaniałym osobą
  1. Julia, która prowadzi wspaniałego aska o głównej bohaterce opowiadania  http://ask.fm/ShakiraMebarakPolska Dziękuje ci kochana za ogromne wsparcie, zrozumienie i za to, że codziennie wywołujesz uśmiech na mojej twarzy poprzez nasze wiadomości na fb. Jesteś cudowna. Dziękuje ci za pomoc przy rozkręceniu mojego aska o SRK. Dziękuje ci również za twoje opowiadanie o Shaki, które jest genialne ♥
  2. I znów Julia xD Tym razem ukochana "Tolka", która (jak już nie raz wspominałam) jest ze mną od samego początku. Byłaś i jesteś ze mną od mojego pierwszego opowiadania i sama doskonale wiesz jak to wszystko się rozkręciło. Dawałaś mi kopa do pisania w trudnych chwilach. Dziękuje ci za obronę na asku (nasz anonimek jest cudowny haha :*). Dziękuje tobie również za pisanie opowiadań, które ja też czytam każde ♥


niedziela, 20 września 2015

Rozdział 8

"Z dnia na dzień, kocham go coraz bardziej"
Chciałam się przekręcić na drugą stronę, ale coś, a raczej ktoś mocno mnie do siebie tulił. Podniosłam lekko głowę i zauważyłam pogrążonego jeszcze we śnie Gerarda. Uśmiechnęłam się i przypatrywałam się mu z ogromnym skupieniem. Chciałam zapamiętać tę chwilę, jego twarz i ciało zamknięte w sennym świecie. Nie chcąc go budzić dotknęłam jego policzka i wydostałam się z jego uścisku. Wstałam i jeszcze bardziej nie mogłam przestać go obserwować. Dopiero po chwili zauważyłam, że zasnęliśmy na kanapie w ciuchach. Zaśmiałam się i poszłam do kuchni zrobić śniadanie. Postanowiłam, że przygotuję naleśniki. Toteż już po paru chwilach na talerzu, pojawiała się coraz większa góra tego przysmaku. Nagle poczułam jak ktoś od tyłu mnie przytula i po chwili odwraca do siebie. Stanęłam twarzą w twarz z Hiszpanem i on od razu na przywitanie mnie pocałował. Ja znów zatracając się w tych ukochanych ustach objęłam jego szyję, a ten mnie uniósł. Po chwili oplotłam nogami jego biodra i zaczęliśmy się coraz to zachłanniej całować.

Kiedy Pique zaczął całować moją szyję, ja odzyskując resztę rozsądku poczułam zapach palącego się naleśnika. Oderwałam się niechętnie od piłkarza i ruszyłam na ratunek śniadaniu. Na szczęście zdążyłam w ostatniej chwili. Wyciągnęłam talerze, sztućce i odwróciłam się, kładąc wszystko na stół. Na krześle siedział mój ukochany, który cały czas każdą moją czynność obserwował w wielkim skupieniu. Usiadłam obok niego i już po chwili zajadaliśmy się moim dziełem. Po zjedzeniu Hiszpan musiał już iść z powodu treningu. Odprowadziłam go do drzwi i na koniec jeszcze się ucałowaliśmy. Geri idąc w stronę swojego domu, cały czas się odwracał i mi machał, przez co prawie uderzył w słup. Śmiejąc się z tego, weszłam do domu i oparłam się o drzwi. Przymknęłam oczy i dotknęłam ust, chcąc przywołać wspomnienia z przed paru chwil. Z ogromnym uśmiechem poszłam się umyć, ubrać i umówiłam się z Jasmin na spotkanie. Cała w skowronkach wstawiłam się w domu przyjaciółki i już byłam pewna, że wszystko jej będę musiała powiedzieć jak na spowiedzi.
***
Wkroczyłem na murawę z szerokim uśmiechem. Przywitałem się z przyjaciółmi i nawet kółka karne nie były w stanie zburzyć mojego szczęścia. Podbiegł do mnie Leo.
-Pique, co ty taki szczęśliwy?
-Mam powód.
-Aż cię nie poznaję, stało się coś?
-Tak, coś wspaniałego.
Mówiąc to przyśpieszyłem i zostawiłem w tyle mojego przyjaciela ze znakiem zapytania. Wiecie jak to jest, kiedy szczęście rozwala was od środka? Wiecie jakie to uczucie darzyć miłością osobę, która też cię kocha? Jestem najszczęśliwszym mężczyzną na świecie. Gdyby ktoś mi powiedział rok temu, że zakocham się na poważnie to bym go po prostu wyśmiał. A teraz? Teraz to jest rzeczywistość i nie potrafię tego ubrać w słowa, ale nic lepszego mnie spotkać nie mogło. Shaki jest wspaniała, jedyna w swoim rodzaju. Zmieniła mnie, moje poglądy i to na lepsze. Ta kobieta jest cudowna i chciałbym, aby była już na zawsze moja. Chciałbym móc z nią założyć rodzinę i tworzyć wspaniałą, kochającą się parę. W tej chwili niczego bardziej nie pragnę. Chcę darzyć moją ukochaną troską, opieką, głęboką miłością, chcę wywoływać uśmiech na jej twarzy i być przy niej cały czas. Zarówno w tych wesołych jak i smutnych momentach w jej życiu. Po zakończonym treningu udałem się z moimi kolegami jak zawsze do kawiarenki. Jak zawsze spędziliśmy miło czas, coś przy okazji podjadając. Kiedy już się rozchodziliśmy do swoich samochodów to w ostatniej chwili podbiegł do mnie Leo i mnie zatrzymał.
-Szczęśliwcu, dzisiaj jest impreza u mnie. Przyjdziesz?
-Jasne, że tak.
-Super, weź też powód swojego uśmiechu czyli Shaki.
Spojrzałem na niego niedowierzająco.
-Jak się domyśliłeś, przecież nikomu nie mówiłem.
-Po prostu cię znam Geri.
Po tych słowach odszedł dumny z siebie, a ja byłem wdzięczny mu za wszystko. Teraz moją głowę zaprzątały myśli jakim wspaniałym przyjacielem jest Messi. Oczywiście jak się można domyślić, podjechałem pod dom ukochanej. Zapukałem w drzwi i jak tylko piosenkarka mi otworzyła to od razu rzuciła mi się na szyję. Powtarzała co jakiś czas słowo 'tęskniłam' i obdarzała moją twarz pocałunkami. Ja nie byłem jej dłużny i biorąc ją na ręce, wkroczyłem do salonu. Kiedy tylko zajęliśmy miejsca na kanapie, wtuliliśmy się do siebie i zaczęliśmy sobie opowiadać o naszym dzisiejszym dniu.


  • Na początku przepraszam, że tak dawno nie było rozdziału. Teraz na szczęście się pojawił i jest napisany w miarę mojej ostatnio słabej weny. Dlatego mam nadzieję, że się wam spodoba. Czekam na wasze opinie i Pozdrawiam kochani ♥





środa, 9 września 2015

Rozdział 7

"Pierwszy pocałunek, smakuje najlepiej"
Wziął moją twarz w obie swoje ciepłe, czułe dłonie i przybliżał się coraz bardziej. Ostatni raz spojrzałam w jego magiczne, niebieskie tęczówki i zamknęłam oczy. Oczekiwałam pocałunku, a tu nagle usłyszałam jakiś głośny alarm. Otworzyłam oczy i zdałam sobie sprawę, że leżę w moim łóżku, a wydarzenia z przed chwili to tylko i wyłącznie sen. Niechętnie wyłączyłam budzik i wyszłam spod mięciutkiej i cieplutkiej kołderki. Szybko się umyłam, przebrałam i zeszłam na dół do kuchni. Na szybkie śniadanie przygotowałam sobie płatki. Jedząc, rozmyślałam o śnie. Tylko jedna osoba ma te niebieskie oczy. Gerard już naprawdę namieszał mi w życiu. Zakochałam się w nim i dzięki niemu zrozumiałam jak wygląda prawdziwa miłość. Pokazał mi, że z Antonim byłam jakby tylko z przyzwyczajenia lub obowiązku. Natomiast przy Pique wszystko jest inne. To tak jakby kolorowy motyl nadał kolorów mojemu dotąd szaremu życiu. Nie spodziewałam się, że naprawdę dopadnie mnie taka miłość jak w bajkach o księżniczkach. Kiedy już traciłam wiarę na prawdziwe uczucie, pojawił się on? I czy to nie brzmi jak bajka lub romantyczny film? Po zjedzeniu śniadania, ubrałam buty, wzięłam torebkę i wyszłam. Obiecałam, że pojadę z Jasmin na zakupy, bo ona musi wybrać jakąś sukienkę na urodziny swojego brata. 
***
Szedłem z chłopakami właśnie na trening, ale dostrzegłem przy naszej ulubionej kawiarence znajomą postać. Powiedziałem przyjaciołom, że zaraz wrócę i podszedłem bliżej prawdopodobnie znanej mi osoby. Kiedy już stałem na przeciw to od razu zrozumiałem kto to jest. To nikt inny jak Antonio. Człowiek, którego najchętniej bym zamordował za to co zrobił mojej ukochanej Shaki, ale za takiego gnojka nie opłaca się siedzieć w więzieniu. Co chwilę się rozglądał i patrzył przez szybę do środka kawiarni. Podszedłem go od tyłu i klepnąłem w ramię. Odwrócił się i zdziwiony na mnie spojrzał.
-Czego tu szukasz?-zapytałem po dłuższej chwili.
-Nie twoja sprawa piłkarzyku. Odejdź lepiej.
-Jeśli szukasz Shaki to moja sprawa-powiedziałem pewny siebie, a on spojrzał na mnie morderczym wzrokiem.
-Jesteś jej kochankiem, dla którego mnie rzuciła?
Zastanawiałem się chwilę nad odpowiedzią, ale postanowiłem zaryzykować.
-Nie twoja sprawa.
-Chyba jednak moja. Jeśli tak to przekaż jej, że jest pustą, niewdzięczną piosenkareczką, o której za parę miesięcy i tak nikt nie będzie pamiętał.
Nawet nie macie pojęcia jak w tamtej chwili zezłościły mnie jego słowa. Nie mogłem mu tego darować.
-Posłuchaj, nigdy więcej tak o niej nie mów. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jaki skarb straciłeś. Ona jest wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju, najlepsza. Jeśli ty nie potrafiłeś tego dostrzec to po prostu jesteś ślepy i głupi. Lepiej będzie dla ciebie, jeśli teraz odejdziesz-znacznie się do niego zbliżyłem.
Ten chwilę na mnie popatrzył i próbował coś odpowiedzieć, ale w ostatniej chwili odszedł. Ja zadowolony spojrzałem na swoje odbicie w szybie i zacząłem poprawiać grzywkę. Po chwili zauważyłem, że ze środka patrzy na mnie jakaś starsza pani. Kiwnąłem jej głową 'dzień dobry' i udając, że nie zrobiłem niczego głupiego jak najszybciej udałem się na trening.
-Pique znowu się spóźniłeś!-zawołał trener na powitanie.
-Tak, ale...
-Żadnego ale. Na koniec biegniesz znowu dziesięć kółek karnych.
Wolałem już nic nie mówić, żeby nie biec więcej kółek i poszedłem grać. Jak zwykle trafiłem do drużyny z Leo. Zaczęliśmy grać meczyk i zaraz na początku strzelił Messi, a ja mu asystowałem. Leo z rozbiegu na mnie wskoczył i przewróciliśmy się na ziemię. Wszyscy wybuchli śmiechem, a my dostawaliśmy głupawki. Później mieliśmy poćwiczyć podania w parach. Tym razem byłem w parze z Puyolem, więc było w miarę spokojnie, ale jak zwykle do czasu. 
-Geri!-zawołał Bojan.
Spojrzałem w jego kierunku i zobaczyłem, że wrzucił moją świeżą koszulkę na przebranie do zraszacza wody. Najpierw udawałem wściekłego, ale już po chwili, kiedy nie patrzył miałem szansę na zemstę. Podbiegłem do niego i go popchnąłem. Ten upadł na ziemię i śmiał się z tego, że się mu odpłaciłem. Dziwny człowiek prawda? Na koniec przebiegłem kółka karne i szybko się przebrałem. Później mogłem już nareszcie pojechać do domu. Kiedy parkowałem samochód, dostrzegłem Shaki, która akurat wchodziła do domu. Postanowiłem zrobić jej niespodziankę i poszedłem do niej. Zapukałem w drzwi i już po chwili piosenkarka mi je otworzyła. Na powitanie ucałowałem jej policzek. 
***
Gerard jak zawsze dumnie udał się do salonu, a ja idąc za nim obserwowałam z uwielbieniem każdy jego krok. Rozłożył się na kanapie i zaczął mi opowiadać o dzisiejszym treningu. Nagle przerwał i przybrał poważny wyraz twarzy. To u niego naprawdę mało kiedy się zdarza, więc mnie przeraził.
-Coś się stało?
-Widziałem dzisiaj Antonio.
Na dźwięk tego imienia zaczęło mi się kręcić w głowie, a wszystkie przykre chwile z życia u jego boku powróciły do mnie jak bumerang. Tego się nie spodziewałam. Nawet nie zauważyłam, kiedy z pod moich powiek zaczęły wypływać małe łzy. Geri się przysunął i kciukiem mi je wytarł. Następnie mocno mnie do siebie przytulił. Ja ułożyłam głowę na jego ramieniu i już po uspokojeniu się, musiałam zadać mu to ważne dla mnie pytanie.
-Doszło do rękoczynów?
-Nie, przestraszył się mnie-Pique teatralnie wskazał na siebie, czym w małym stopniu mnie rozbawił.
-Może obejrzyjmy jakiś film?
-Jasne, czemu nie.
Już po chwili ja szykowałam przekąski, a Hiszpan wybierał film. Z miskami i szklankami oraz butelką picia usiadłam obok niego na kanapie i spojrzałam na okładkę opakowania od filmu, który wybrał. Na okładce pisało "Żona na niby". Komedia romantyczna z Adamem Sandlerem. Muszę przyznać, że film jest naprawdę bardzo fajny. Uwielbiam moment, kiedy główni bohaterowie zdają sobie sprawę, że to siebie nawzajem tak naprawdę kochają i wyznają sobie miłość, którą na końcu pieczętują pocałunkiem. Też zawsze marzyłam o takiej miłości i wiem, że teraz moje marzenie ma szansę się spełnić. Wtuliłam się do Gerarda i dopiero po chwili zrozumiałam co zrobiłam. Jak już się miałam odsuwać to on mnie do siebie przyciągnął i niechcący opadłam na niego, kiedy on leżał. Teraz leżeliśmy w jednoznacznej pozycji. Próbowałam się wyswobodzić, ale piłkarz nie dawał mi żadnych szans. Nagle przewrócił się na drugi bok i teraz leżeliśmy na przeciwko siebie. Spojrzałam głęboko w jego oczy i dostrzegłam tą tak bardzo przeze mnie oczekiwaną iskierkę miłości. Nim się obejrzałam Gerard mnie pocałował. Oddałam się mu w pełni, całowałam z takim samym ogromnym uczuciem jak on. W tej chwili zasmakowałam tej jedynej, prawdziwej i niekończącej się miłości, od której się uzależniłam. 


  • I jak wam się podoba ten rozdział? Mam nadzieję, że nie zawiodłam waszych oczekiwań i czekam na wasze szczere opinie w komentarzach. Pozdrawiam kochani ;)
  • Rozdział dedykuję mojej bardzo dobrej znajomej/koleżance lub właściwie dla mnie internetowej przyjaciółce Julce. Julka jesteś najlepsza. Potrafisz wspierać, motywować, pomagać i doradzać. Mam nadzieję, że kiedyś będziemy miały okazję spotkać się na żywo. Pozdrawiam kochana ♥
  • Drugą osobą, której dedykuję jest również Julka (Tolka). Tobie również bardzo dziękuje za wsparcie na moich blogach. Pozdrawiam ♥


środa, 26 sierpnia 2015

Rozdział 6

"Czasami ludzie na początku obcy z czasem stają się kimś naprawdę bliskim"
Wracałam właśnie z zakupów. Miałam wyłączony telefon, a to wszystko za sprawą tego, że Antonio wrócił. Nie chciałam mieć z nim już więcej żadnego kontaktu dlatego nie odbierałam jego telefonów i on też nie wie gdzie się przeprowadziłam, więc mam na jakiś czas spokój. Co do Gerarda. Z nim spędzam czas prawie codziennie. Również mam więcej czasu dla siebie i moich przyjaciół, bo wcześniej musiałam siedzieć w domu z Antonim. Moje życie zmieniło się o 180 stopni. Muszę przyznać, że jestem bardziej szczęśliwa i czuję się przez tych wspaniałych ludzi kochana. Każdy piłkarz z Barcelony jest inny, wyjątkowy i z każdym z nich można się dogadać czy poszaleć. Zwłaszcza z Pique. Natomiast Alves i moja przyjaciółka Jasmin są razem. Tak skutecznie to ukrywali, ale w końcu postanowili nam powiedzieć prawdę. Bardzo cieszę się jej szczęściem, bo jest bardzo radosna i taka pełna życia. Jeśli chodzi o moje uczucia do Geriego muszę przyznać, że mnie oczarował. Może się w nim zakochałam? Jak na razie stwierdzam, że to zauroczenie. Muszę go najpierw lepiej poznać, żeby stwierdzić co do niego czuję. Otwierałam akurat drzwi z zakupami i nie bardzo mi to wychodziło. Nawet nie wiem kiedy obok znalazł się nie kto inny jak Pique i pomógł. Zaniósł moje zakupy do kuchni i już po chwili ja też do niego dołączyłam. Przywitałam się z nim.
-Już po treningu?
-Tak, dzisiaj skończyliśmy wcześniej i mam wolny wieczór.
-Nie za dobrze ci tak?
-Dobrze będzie jak dasz się zaprosić na kolację.
Spojrzałam na Hiszpana, który teraz szeroko się uśmiechał i wyczekiwał mojej odpowiedzi. Ja rozważyłam wszystkie za i przeciw i nie mogłam mu odmówić. Wystarczy, że spojrzałam w jego piękne niebieskie tęczówki i już po moim ciele przechodziły ciarki, a w brzuchu czułam to radosne mrowienie.
-W takim razie, o której mam być gotowa?
-O 20, czyli się zgadzasz?
-Tak.
-To świetnie-ucałował mój policzek i jak wystrzelony z procy, pobiegł do swojego domu.
Zaśmiałam się i postanowiłam poszukać jakiejś sukienki na dzisiejszy wieczór. Zawsze stawiam na wygodę, więc sukienka musi być stworzona dla mnie. Po 15 minutach poszukiwania znalazłam genialny zestaw. Wygodny i w sam raz na pierwszą randkę. Chwila, czy ja powiedziałam randkę? A jeśli to naprawdę randka? Nie wiem dlaczego, ale przez to poczułam jakąś niesamowitą pełnię szczęścia. Ułożyłam wszystkie ciuchy na łóżko. Sukienkę wybrałam białą z czarnymi wzorkami. W jej pasie znajduje się czarny pasek, dopasowany do mojej figury. Postanowiłam ubrać do tego czarne botki na szpilkach i skórzana czarna krótka. Moim zdaniem wszystko się ładnie razem skąponowało. Kiedy miałam zamiar iść umyć włosy, zadzwonił mój telefon, który włączyłam po wejściu do domu. Dzwonił Antonio. Zastanawiałam się czy odebrać, ale w końcu bym musiała z nim porozmawiać, a takie przeciąganie tego w nieskończoność to tchórzostwo. Przyłożyłam telefon do ucha i już po chwili tego zaczynałam żałować.
-Gdzie ty kurwa jesteś? Jak wróciłem do domu to cię nie zastałem-zaczął krzyczeć jak szalony.
-Nie twoja sprawa. Wracaj do swojej kochanki, a ja już dawno zaczęłam sobie układać życie na nowo bez ciebie-mówiłam i czułam napływające łzy.
-Skąd wiesz?
-Nie twoja sprawa, cześć-rozłączyłam się i opadłam beznadziejnie na łóżko.
Mogłam jednak nie odbierać, miałabym dalej dobry humor, a teraz będę słyszała w głowie tylko jego krzyk. Postanowiłam się nie poddawać. Otarłam łzy i pomaszerowałam do łazienki. Umyłam, wysuszyłam i rozczesałam swoje włosy. Później postanowiłam zacząć się ubierać, bo zostało mi mało czasu. Kiedy byłam już gotowa, spakowałam do małej torebki telefon, portfel i chusteczki. Jak skończyłam to usłyszałam dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć, a w progu zobaczyłam Hiszpana z bukietem róż.
-Dziękuje-ucałowałam jego policzek.
Zaniosłam kwiaty do wazonu i po drodze musiałam się spróbować opanować, ale jak jeśli on jest taki przystojny w garniturze. Po chwili wróciłam do niego i wsiedliśmy do jego samochodu. Po drodze pytałam wiele razy gdzie jedziemy, ale nie otrzymałam odpowiedzi ani razu. W końcu po dłuższej jeździe znaleźliśmy się na jakimś odludziu. Spojrzałam na mojego towarzysza, a ten tylko pomógł mi wyjść i zakrył mi oczy. Czy powinnam się bać? Może i tak, ale przy nim czułam się bezpieczna i wiedziałam, że nie byłby w stanie mnie zranić czy skrzywdzić. Szliśmy tak parę chwil i kiedy mi odsłonił oczy, nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Znajdowaliśmy się na jakiejś skarpie z której można było zobaczyć Barcelonę nocą. Była piękna. Oświetlona i spokojna. Dobrze zrobiłam, że tu zostałam. Jednak to nie wszystko. Na środku przygotowany był stolik dla dwojga. Pique jak na dżentelmena przystało odsunął mi krzesło i nalał nam trochę wina. Później usiadł na przeciwko.
-Pięknie tu, musiałeś się napracować, żeby przygotować to wszystko.
-Było warto-uśmiechnął się, a ja nie mogłam przestać patrzeć na jego wspaniałe oczy.
Kolację zjedliśmy w ciszy, ale takiej przyjemnej. Natomiast po zjedzeniu zaczęliśmy rozmawiać o wszystkim i o niczym. Była już prawie północ, a nam wciąż nie brakowało tematów do rozmów. Przy nim czułam się inaczej, tak wyjątkowo. Po dzisiejszym muszę przyznać przed samą sobą, że się zakochałam. Nie ma na to rady. Po prostu to musiało mnie kiedyś dopaść. Jednak czuję, że Gerard jest inny niż Antonio. Tak jakby ma te same potrzeby jak ja. Wiele nas łączy i marzymy o tym samym. O założeniu rodziny z dziećmi. Antonio nigdy nie chciał mieć dzieci, a Gerard powiedział, że wydoroślał i to się stało jego życiowym celem. On jest naprawdę wspaniały i wyjątkowy. Mówią, że zakochani ludzie nie widzą wad drugiej połówki. Ja widzę i wiem, że nikt nie jest doskonały. Zakochałam się w Pique, ale wiem, że ta miłość może zostać nie odwzajemniona. Chociaż albo mi się wydaje albo on też się zakochał. Może po prostu już mi odbija. Ani się obejrzałam, a już wracaliśmy z powrotem do swoich domów. Geri odprowadził mnie pod same drzwi.
-Dziękuje za miły wieczór i za kwiaty.
-Ja również dziękuje pięknej pani, w takim razie do zobaczenia i kolorowych snów-ucałował mój policzek, a mnie przeszedł przyjemny dreszcz.
Weszłam do domu i zaczęłam tańczyć w korytarzu jak jakaś nastolatka. Poszłam na górę i rzuciłam się na łóżko. Analizując wspomnienia z tego wieczoru, uśmiechałam się do sufitu. Zgarniając piżamę, poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic i związałam włosy w kucyka po czym położyłam się do łóżka. Podłączyłam słuchawki do telefonu i zaczęłam odpływać do krainy snu.
***
Jak już się przebrałem i wypiłem pół butelki wody to pomaszerowałem do łazienki. Ogarnąłem się, wziąłem prysznic i położyłem się w łóżku. Moje myśli cały czas krążyły wokół tej Kolumbijskiej piękności. Zakochałem się i to na poważnie. Chciałbym jej to powiedzieć, ale jak ona to przyjmie? Jeśli mnie nie kocha to co wtedy? Nie chcę tracić chociaż naszej wspaniałej przyjaźni swoimi wyznaniami. Może warto jeszcze zaczekać, aż Shaki się oswoi z tym wszystkim. Przecież niedawno musiała zaczynać życie od nowa, przez tego całego Antoniego. Jakbym go spotkał to bym go rozszarpał na kawałki. Nie rozumiem jak mógł tak skrzywdzić taką wspaniałą osobę jaką jest Shak. Wytłumaczenie jest jedno. On jest po prostu idiotą i tyle. Uśmiechnąłem się pod nosem przypominając sobie jej boskie oczy i z tą myślą zasnąłem.


  • Na początku pragnę was przeprosić za taką długą przerwę. Na szczęście powróciłam do was z kolejnym rozdziałem, który mam nadzieję się wam spodobał. Czekam na wasze opinie w komentarzach i Pozdrawiam ;)
  • Dedykuję Tolce i mojej wspaniałej Julce, która prowadzi wspaniałego aska o Shaki (http://ask.fm/ShakiraMebarakPolska). Kiedy pisałam ten rozdział pisałam również z Julką na gg i możliwe, że nasza rozmowa była inspiracją i zastrzykiem energii do wstawienia tego rozdziału dzisiaj. Dziękuje ci za wszystko Julka ♥
  • Tolka tobie również dziękuje za te motywujące komentarze pod innymi moimi opowiadaniami ♥

środa, 19 sierpnia 2015

Rozdział 5

"Najtrudniej uleczyć się z miłości, która przyszła nagle"
Dopijałam ostatni łyk kawy, czytając gazetę, ale jak na złość do drzwi musiał ktoś zapukać. Spojrzałam na zegarek. Jest dopiero 6:00, kto o takiej godzinie może chcieć do mnie przychodzić? Poszłam otworzyć drzwi, kompletnie zapominając, że mam na sobie jakieś krótkie spodenki i bluzę Gerarda z wczoraj czyli mój zestaw do spania. Przekręciłam klucz i pociągnęłam za klamkę. Ku mojemu zdziwieniu przede mną stał Pique z pustą szklanką w ręce. Widok ten był nietypowy i trochę rozwalający, biorąc pod uwagę, że miał włosy w totalnym nieładzie. Dzięki temu wyglądał bardzo przystojnie. Stop! Shaki ogarnij się. Hiszpan szeroko się uśmiechnął, a ja go wpuściłam do środka.
-Droga sąsiadko, możesz mnie uratować?-spojrzałam na niego pytająco.
-Jak?
-Mogę pożyczyć cukier?-wskazał na szklankę i się uśmiechnął.
-Jasne-zaśmiałam się. 
Powędrowałam do kuchni i wróciłam z cukrem, o który prosił piłkarz. Ten trochę przesypał i miał już zamiar wychodzić, ale przed zamknięciem drzwi spojrzał na mnie i uśmiechał się w najlepsze. Ja nie bardzo wiedziałam o co mu chodzi.
-Do twarzy ci w tej bluzie-w końcu powiedział i zniknął tak szybko jak się pojawił.
Ja wróciłam do kuchni, dokończyć śniadanie. Zaczęłam się śmiać. Dlaczego on jest taki? Cały czas mnie rozśmiesza i pragnę z nim spędzać jak najwięcej czasu. To przecież chore. Powinnam czuć smutek po Antonio prawda? A tymczasem uśmiecham się dzięki temu wariatowi z sąsiedztwa. Antonio prawdopodobnie jest jeszcze w delegacji, bo nie dzwonił ani nie pisał do mnie. Chyba, że mu moja przeprowadzka była jak najbardziej na rękę i teraz tam mieszka ze swoją kochanką. Zastanawiałbym się tak pewnie jeszcze nad tym wszystkim z godzinę, gdyby nie dzwonek mojego telefonu. Dostałam wiadomość. Zgadnijcie od kogo. Gerard to chyba nie ma lepszych zajęć, jak tylko zajmowanie się mną. Otworzyłam wiadomość i zaczęłam czytać z uśmiechem.
Wiedziałaś, że niektórym do szczęścia brakuje jedynie obecności pewnego człowieka?
                                                                                           Gerard.
Co mu odpisać? Zebrało mu się na poezję. 
Piszesz wiersz czy proponujesz spotkanie?
                                               Shakira.
Na odpowiedź nie czekałam długo. Właściwie otrzymałam ją od razu.
Pisanie wierszy jest świetne i odprężające, ale raczej wolę tą drugą opcję.
                                                                                      Gerard.
Ps. W kawiarence obok Camp Nou o 12?
Zgodziłam się i postanowiłam pójść się przebrać. Jednak przed tym wzięłam jeszcze szybki prysznic i umyłam włosy. Postawiłam jak zawsze na luźny styl. Nie lubię się stroić, wolę się czuć wygodnie. Tak samo robię z makijażem. Używam go tylko do teledysków, na koncerty i jakieś publiczne występy. W dodatku w małej ilości. Postanowiłam, że zrobię jakieś zakupy, więc już po chwili zmierzałam w kierunku małego sklepu spożywczego. Kupiłam wszystkie potrzebne produkty i ruszyłam w stronę kasy. Zauważyłam, że jakaś mała dziewczynka się uśmiecha na mój widok i po chwili podbiegła do mnie z kartką i długopisem w ręku.
-Mogę autograf? Bardzo panią lubię-przytuliłam tą małą istotkę i podpisałam się na karteczce.
-Jak masz na imię?-zapytałam.
-Isabel-odpowiedziała mała.
-To tak jak ja.
-Naprawdę?-przytuliła się do mnie i ucałowała moje czoło. Na koniec pobiegła z powrotem do swojej mamy.
Wciąż nie mogłam wyjść z podziwu. Ta dziewczynka była taka malutka, uśmiechnięta i szczęśliwa. Może korzystać z tych wyjątkowych chwil zwanych dzieciństwem, a jej rodzice na pewno pomagają jej w tym jak tylko mogą. Też chciałabym być matką. Chciałabym słyszeć głośny, dziecięcy śmiech roznoszący się po domu. To by mnie niesamowicie uszczęśliwiło. Zapłaciłam za zakupy i ruszyłam do domu. Po rozpakowaniu wszystkich produktów i ułożeniu ich na swoim miejscu, postanowiłam wysprzątać dom. Związałam włosy w koka, włączyłam radio i zabrałam się za zrealizowanie mojego celu. Cały dom błyszczał czystością po niecałych dwóch godzinach, a ja mogłam odpocząć. Do spotkania z Pique mam jeszcze godzinę, więc postanowiłam, że zadzwonię do Jasmin. 
-Hej Shaki, co jest?
-Cześć Jasmin, jesteś w domu?
-Nie na treningu chłopaków, bo Dani mnie prosił, żebym przyjechała.
-Znowu? Kochana, czekaj tam na mnie ja też zaraz przyjadę i opowiesz mi co ty tam z tym Alvesem kombinujecie.
-Papa.
Rozłączyła się. Ta wariatka chyba się zakochała w Alvesie. Muszę z nią poważnie porozmawiać. Wsiadłam po raz drugi już dzisiaj do samochodu i pojechałam do ośrodka treningowego Fc Barcelony, gdzie ostatnimi czasy bywam coraz częściej.
***
Oblałem wodą Leo i zacząłem przed nim uciekać, ale stanął mi na drodze Bojan. Przewrócił mnie razem z Messim i ukradli mi buty, uciekając z nimi po całym boisku. Zacząłem gonić raz jednego raz drugiego, ale dwóch na jednego jest niesprawiedliwe. Zacząłem krzyczeć do trenera.
-Trenerze, oni ukradli mi buty-powiedziałem i założyłem ręce na klatce piersiowej jak obrażone dziecko.
Trener nic sobie z tego nie robił tylko omawiał coś dalej z asystentem. Nagle usłyszałem śmiech, ten który rozpoznam wszędzie i mógłbym go słuchać godzinami. Na krzesełku obok Jasmin siedziała też Shaki. Uśmiechnąłem się do nich, machając im. Shaki odmachała mi, a ja w środku cieszyłem się z tego jak jakiś wariat. Obok mnie właśnie przechodził Alves, więc go poprosiłem o pomoc w gonitwie chłopaków z moimi butami. Zgodził się i po chwili ganialiśmy się w czwórkę po całej dostępnej przestrzeni. W końcu Puyol zabrał buta Messiemu i mi go oddał. Bojan się poddał i sam mi oddał własność. Dziewczyny cały czas chichotały z nas, a my musieliśmy zacząć trenować. Zagraliśmy krótki meczyk, a na koniec jak zwykle bieganie kółek. Po przebiegnięciu wszystkich, położyłem się na ziemi, ale Leo oddał mi za mój wcześniejszy wybryk i tym razem to on mnie oblał wodą. Nie zwróciłem na to szczególnej uwagi i poszedłem z resztą chłopaków się przebrać. Później jak zawsze idziemy razem do naszej ulubionej kawiarenki. Chcąc zrobić jakiś kawał naszemu kochanemu Xaviemu, zabrałem jego portfel. Ten niestety mnie zauważył i zaczął mnie gonić. Ja wziąłem szybko swoją torbę i uciekłem na zewnątrz. Po drodze natknąłem się na Shaki, której dałem portfel, a ta nie wiedziała o co chodzi. Po chwili podbiegł do nas Xavi.
-Pique, dawaj portfel-pokazałem na Shaki, a ta od razu oddała mu jego własność, śmiejąc się.
-Jesteś wariatem-powiedziała.
-Każdy jest wariatem, tylko u niektórych jeszcze tego nie zdiagnozowano.
Wszyscy już moglibyśmy pójść do kawiarenki, ale czekaliśmy jeszcze na Messiego, który dotarł do nas wściekły.
-Gerard, wylałeś mi wodę w torbie, teraz wszystkie rzeczy w środku są mokre-spojrzałem na niego ze zdziwieniem.
-Leo to nie ja-Bojan zaczął się śmiać.
-Krkić zabiję cię-powiedział Messi, a ten ledwo co wyrabiał ze śmiechu.
-Czemu zawsze wszyscy myślą, że to ja jestem winny?-udałem obrażonego.
-Kochanie, przepraszam-Leo mnie złapał za rękę.
-Wybaczam ci-wyszliśmy przed naszą ekipę, trzymając się za ręce, a nasi przyjaciele pękali ze śmiechu.
Muszę powiedzieć, że naprawdę jesteśmy wariatami, ale nuda to nie dla nas. Lepiej jest wyluzować i poszaleć, to nasz żywioł. Weszliśmy do naszego ukochanego miejsca i złożyliśmy zamówienia. Jak ja kocham tą naszą codzienność. Dzięki niej, nie czuję się samotny. Chłopaki są dla mnie jak rodzina. Wspierają, pocieszają i oczywiście dużo żartują, ale w żartach i kawałach i tak rządzę ja. Spojrzałem na siedzącą obok mnie Shaki. Ona jest taka piękna, tab bardzo chciałbym żeby była moja. Zakochałem się, nie ma na to żadnego innego usprawiedliwienia. Ona uśmiechała się do mnie, a ja rozpływałem się w jej niesamowitych oczach. Teraz przysiągłem sobie, że ją zdobędę. Obdarzę ją miłością i się nią zaopiekuje. Od niedawna stała się dla mnie wszystkim i tak już pozostanie.




  • Podoba wam się rozdział? Mi osobiście do gustu nie przypadł, ale poczekam na waszą opinię. Pamiętacie Bojana? Jako, że akcja rozgrywa się 2010 roku to postanowiłam, że Krkić też będzie miał swoją małą rolę w opowiadaniu. No nic czekam na wasze komentarze i Pozdrawiam ♥




niedziela, 16 sierpnia 2015

Rozdział 4

"Najgorsza jest walka pomiędzy tym co wiesz, a tym co czujesz"
Zalałem kubek herbaty i postawiłem go na stole, obok talerza z jajecznicą. Chciałem już napisać karteczkę i wyjść, ale po schodach właśnie schodziła Shak. Bez słowa usiadła przy stole i dopiero po chwili ciszy się odezwała.
-Dziękuje ci. 
-Za co?
-Za wszystko. Za to, że jesteś i za śniadanie-uśmiechnęła się szeroko i zaczęła jeść.
Patrzyłem na nią przez chwilę. Świetnie maskuje swoje prawdziwe uczucia. Uśmiecha się, ale w jej oczach widać smutek i żal. Nie rozumiem jak jej narzeczony mógł zranić taki skarb jakim jest ona. Gdybym ja miał szansę otoczenia jej miłością i opieką to wykorzystałbym ją w pełni. Nie pozwoliłbym jej cierpieć, a jej każde łzy z mojego powodu byłyby jak wbicie mi noża w plecy. Poznałem ją pół roku temu i od tamtej pory nie myślę o niczym innym tylko o niej. Diametralnie się zmieniłem. Przestałem bawić się uczuciami i chyba naprawdę się zakochałem. Nigdy bym nie pomyślał, że kiedyś uderzy we mnie takie silne uczucie. Zawsze się śmiałem, kiedy moi przyjaciele mówili, że pod wpływem miłości się zmienię. Teraz wielkie BAM. To właśnie nastąpiło i obiecuję sobie, że będę o nią walczył. Chciałbym ją mieć przy sobie. Opiekować się nią, ocierać jej łzy i ogrzewać w zimne dni. Chciałbym ją otaczać miłością i wspierać podczas jej życiowych wyborów. Nie wiem dlaczego, ale widzę nas razem w przyszłości z dziećmi. Widzę szczęśliwą, kochającą się rodzinę na Camp Nou po wygranym ważnym meczu, to wspaniałe uczucie i chciałbym by to marzenie się ziściło. Spojrzałem jeszcze raz na moją miłość i okazało się, że ona już dawno zjadła, a teraz z ogromna ciekawością się na mnie patrzyła. W końcu nie wytrzymałem i postanowiłem ją o to zapytać.
-Shaki. Wiem, że nie powinienem o to pytać, ale co teraz zrobisz?-westchnęła głośno i chwilę się zastanawiała.
-Nie wiem. Ślub miał odbyć się niebawem. Wszyscy na nas liczyli, rodzina i znajomi. Na początku mojej znajomości z Antonio myślałam, że będziemy szczęśliwi, ale z czasem uczucie miłości i to wszystko odeszło w kąt. Nasze codzienne życie było rutyną i monotonią. Miałam tego dość już od dawna.
Po wysłuchaniu jej, nie mogłem się powstrzymać przed zadaniem następnego pytania.
-Kochasz go?-spojrzała na mnie i znów chwilę się zastanawiała.
-Kochałam, ale to uczucie jakby wygasło. On już od dawna nie dawał mi żadnego znaku, żebym mogła kochać go dalej. Czułam jakby moja miłość do niego była mu obojętna i wcale go to nie obchodziło. Co teraz czuje moje serce? Żal, smutek, pustkę. Nie wiem co mam z tym zrobić, ale jedno jest pewne. W moim sercu nie ma już tej miłości zdecydowanie została szara, martwa pustka.
-Masz wolne serce, miej odwagę iść zawsze za jego głosem. 
-Geri czy ty na każdą okazję znajdujesz jakąś metaforę?
-Tak-uśmiechnęła się, a w jej oczach dostrzegłem małe iskierki szczęścia.
-Dziękuje.
-Nie masz za co. Chociaż mam pewien pomysł, może przyjdziesz jutro na imprezę?
-Nie za często imprezujecie?
-Korzystamy z życia, a po za tym na wczorajszej nie mogłaś być-zrobiłem śmieszną minę.
-Z miłą chęcią przyjdę. W ten sposób może zapomnę o tych wszystkich przykrościach. 
-To świetnie, przy nas na pewno zapomnisz. Teraz muszę już lecieć na trening, więc do zobaczenia.
Shaki odprowadziła mnie do drzwi, a na koniec jeszcze raz podziękowała i mnie przytuliła. Ja czując jej ciepło ucałowałem ją we włosy i odszedłem. Z dumą wsiadłem do swojego samochodu i pojechałem w kierunku ośrodka treningowego.
***
Zamknęłam drzwi za Gerardem i mimo bólu, szeroko się uśmiechnęłam. Dlaczego on tak na mnie działa? Dzięki niemu nie myślę o Antonio. Szczerze? Stał mi się obojętny i oczywiście mam żal do niego o tą całą zdradę, bo to jednak jest krzywdzące, ale przynajmniej mam powód do tego, aby ta cała szopka ze ślubem się nie odbyła. Czuję się okropnie z myślą, że człowiek, którego obdarzyłam miłością zrobił coś takiego, ale między nami nie układało się już od dawna. Gerard pomógł mi to dzisiaj zrozumieć. Jest naprawdę wspaniałym przyjacielem, tylko dlaczego w jego towarzystwie się tak czuję? Czuję się bezpieczna, kochana i otaczana opieką. Może ja się w nim zakochuje? Nie to niemożliwe. Muszę uwolnić na chwilę głowę od tych wszystkich myśli. Ubrałam dres, wzięłam telefon ze słuchawkami i poszłam pobiegać. Wysiłek na pewno pozwoli mi o tym wszystkim na chwilę zapomnieć. Najpierw pobiegłam do parku. Już z daleka ujrzałam mnóstwo drzew i tej pięknej zieleni. Kwiaty rosły na trawie, a małe krzaki otaczały niewielkie jeziorko. Wszystko to sprawiało wrażenie takiej bezpiecznej przystani. Wyciszyłam muzykę i zaczęłam się rozkoszować śpiewem ptaków oraz szelestem liści. Moja dusza właśnie w takich momentach mogła odetchnąć z ulgą. Zerwałam małą stokrotkę i zaczęłam się jej przyglądać, jakby by była czymś bardzo cennym. Nie była taka jak inne. Miała po wyszarpane płatki, ale drugi kwiatek rosnący obok niej dawał jej cień i sprawiał wrażenie, że jest piękna. Otaczał ją opieką i osłaniał przed promieniami słońca czy kroplami deszczu. Zupełnie jak ja i Gerard. No nie znów o nim myślę, ale inaczej nie potrafię. Bardzo mi pomógł, a po za tym coś mnie do niego ciągnie. Postanowiłam już wracać do domu, więc z powrotem założyłam słuchawki i pobiegłam w dobrze znanym mi kierunku. Weszłam do domu i pierwsze co zrobiłam to wzięłam prysznic. Przebrana już z dresów, zeszłam na dół i włączyłam mojego laptopa. Postanowiłam, że nie mogę mieszkać dłużej z Antonim i udawać, że się nic nie stało. Znalazłam nie duży domek w bardzo pięknej i spokojnej okolicy. Nie daleko domku znajdowała się ścieżka rowerowa na której mogłabym sobie takie biegi urządzać codziennie. Od razu zadzwoniłam do pana, który chce sprzedać dany domek i umówiłam się z nim na spotkanie. Od razu się zaczęłam zbierać. Po spakowaniu rzeczy do torebki i zamknięciu domu, ruszyłam pod podany adres z ogłoszenia. Dojechałam w jakąś dobrą godzinę. Na chodniku już stał prawdopodobnie właściciel. Był to starszy, ale bardzo miły pan. Oprowadził mnie po domu i opowiedział trochę o okolicy. Domek nie był zbyt duży, ale też nie najmniejszy w okolicy. Ładnie się prezentował. Otoczony był bramą co daje mi trochę prywatności. Ogród był na tyle duży, że na pewno można by było urządzać jakieś grille czy zabawy na świeżym powietrzu. Był też malutki garaż, który idealnie był dopasowany do budowy domu. W środku znajdowały się dwa pokoje, łazienka i kuchnia połączona z salonem. Od razu pokochałam ten dom i mogłam się wprowadzić już nawet dziś, więc nie próżnowałam. Podpisałam wszystkie dokumenty, wpłaciłam pieniądze i ruszyłam po moje rzeczy. Spakowałam się jak najszybciej, sprawdzając ze trzy razy czy wszystko mam i po dostaniu kluczy do mojego nowego domu od razu się zaczęłam rozpakowywać. Dom na szczęście miał podstawowe wyposażenie, takie jak meble, sprzęty elektryczne i użytkowe. Cała przeprowadzka zajęła mi około 6 godzin i zanim się obejrzałam na zewnątrz zaczęło się już robić ciemno. Postanowiłam się cieplej ubrać i przejść się spacerkiem po okolicy. Moją uwagę przykuł dom naprzeciwko. Był taki tajemniczy, bardziej schowany i o wiele większy od mojego. Poczułam jak przyjemny wiaterek muska moją skórę. Uśmiechnęłam się pod nosem i wkroczyłam na wcześniej wspomnianą ścieżkę rowerową. Od teraz zaczynam nowe życie. Nie będzie łatwo, ale wierzę, że dam radę. Podczas mojego rozpoznawania terenu o wszystkim przez telefon powiedziałam Jasmin. Ona była zaskoczona i chciała do mnie przyjechać, żeby być przy mnie, ale zapewniłam ją, że wszystko jest w porządku. Rozłączyłam się z nią z obietnicą jutrzejszego spotkania na imprezie i weszłam bardziej w głąb krętych i spokojnych uliczek. Robiło się już naprawdę ciemno, więc postanowiłam wrócić. Nie chcę, żeby spotkało mnie coś złego. Nagle z naprzeciwka dojrzałam jakiegoś biegnącego mężczyznę. Od razu go rozpoznałam to był Pique. Uśmiechnęłam się i mu pomachałam. Ten zdziwiony do mnie podbiegł i przytulił mnie na powitanie. 
-Co ty tu robisz?
-Mieszkam w okolicy od dzisiaj. Mówiłam, że dam sobie radę i postanowiłam na nowo sobie wszystko poukładać. Zaczęłam od przeprowadzki.
-Jesteś szalona, ale bardzo zaradna. Zmieniając temat. Jest ciemno i lepiej żebyś już wróciła do domu. Chodź odprowadzę cię.
-Dziękuje.
Szliśmy w ciszy, trzymając się za ręce. Robiło się też zimniej, a mnie przechodziły ciarki. Gerard to zauważył i podarował mi swoją bluzę na co się uśmiechnęłam. Po jej założeniu na siebie, zaciągnęłam się jego zapachem i wtuliłam się w miękki materiał. Chciałam, aby ten spacer trwał dłużej, ale już doszliśmy do mojego domu.
-To tu.
-Naprawdę?-zapytał zaskoczony.
-Tak.
-Ja mieszkam naprzeciwko-wskazał na dom za sobą, który wcześniej przykuł moją uwagę i się roześmialiśmy.
-Więc teraz dobranoc sąsiedzie i do jutra.
-Dobranoc-wyszeptał, a ja utonęłam w jego oczach.
Przytulił mnie na pożegnanie i ruszyliśmy każdy do swojego domu. Po wejściu, osunęłam się po drzwiach i uśmiechnęłam się sama do siebie. Co ten człowiek ze mną robi. Kiedy jest obok to pobudza moje wszystkie zmysły i uczucia. Zauważyłam, że wciąż mam na sobie jego bluzę i znów się zaciągnęłam jej zapachem. Pomaszerowałam do łazienki. Wzięłam długą, odprężającą kąpiel. Zamiast założyć piżamę, ubrałam bluzę Hiszpana i tak poszłam spać. 



  • Dzisiaj krócej, ale nie zabijajcie mnie za to. Mam nadzieję, że się podobało i pozdrawiam kochani ♥